Zakończyła się inauguracja Barracka Obamy. Wydarzenie rozpoczynające na pewno Drugą Szansę Ameryki, jak ją określa Zbigniew Brzeziński. Uroczystość bardzo sympatyczna, miła i wzruszająca dla wielu Amerykanów.
W kulminacyjnych chwilach było też miejsce dla sztuki: przed przysięgą Joe Bidena o 17,57 śpiewała piękną pieśń gospel słynna i znana Aretha Franklin. Po przysiędze J. Bidena utwór na skrzypce i wiolonczelę wykonali nie mniej słynni Itzhak Perlman i Yo Yo Ma. A po przysiędze Obamy, pełnej uśmiechów i naturalności i jego 10-minutowym przemówieniu wywołującym szczery entuzjazm - swój wiersz czytała poetka amerykańska Elizabeth Alexander.
Tak sobie też wyobrażam poważną politykę: oprócz polityków reprezentujących Naród na zewnątrz i rządzących państwem w imieniu obywateli dla dobra ich wszystkich – jest też miejsce naczelne dla muzyków, pieśniarzy i poetów. Dla sztuki. Sztuka mówi o pięknie ludzkiej duszy, o niebanalności życia i o sensie życia. Uświetnia człowieka, wszystkie jego dzieła i świat. Pokazuje efekty ćwiczeń dla osiągnięcia mistrzostwa w rzemiośle, wartość kształcenia się, wartość wieloletniej pracy. Pokazuje też ludzkie talenty, definiuje artyzm i wieloletni trening.
Czerwiec 2009: celebryci z całego świata czy poeci?
Mam chyba prawo napisać to, co napiszę: mój blog ma miejsce i na wypowiedzi o społeczeństwie, filozofii, nauce, ale i o sztuce. Nie wyobrażam sobie odnowy życia społecznego i politycznego w Polsce bez zajęcia w nim ważnego miejsca przez sztukę, pieśniarzy i poetów. Odnowa świata, odnowa społeczeństwa musi dokonywać się w języku – nie można zmieniać wspólnoty nie znając wartości słów, nie posługując się nimi tak jak one tego by chciały. Ludzka mowa, komunikacja musi być oparta o sens słów i piękno języka.
Zbliżają się uroczystości czerwcowe, 20-lecia demokratycznych przemian w Polsce. Wypadało by pokazać wreszcie polską poezję, pieśniarzy, muzyków – a nie ściągać za wielkie pieniądze podatników gwiazdy pop z całego świata. Cóż nam z obejrzenia Paula Mc Courtneya czy każdej innej gwiazdy obecnej za darmo na You Tube. Pokażmy naszych artystów: czyżby nic nie stało się w sztuce przez te 20 lat? Czy nie mamy świetnych śpiewaków, skrzypków, kompozytorów? Czy czasopisma literackie muszą nadal rozchodzić się w mikroskopijnych ilościach a poeci rzadko kiedy oglądać honoraria?
Skończmy w końcu tę tancbudę – te nieszczęsne „tańce z gwiazdami”, gloryfikację amatorszczyzny, braku gustu i jeszcze czegoś, od oglądania którego żołądek wywraca się do góry nogami. Te pospolite ruszenie na ekran wszelkiej maści tanecznic i „łyżwiarzy”. I opowieści od rzeczy o kobietach z brodą, facetach chodzących na rzęsach, majtkach aktoreczek i ciągle pijanych babciach i dziadkach wyrzucających wnusiów przez okno na pobliskie klomby.
Skończmy tę chałę, ten śmietnik, ten przekręcony język rodem z podrzędnego prowincjonalnego cyrku lub wiejskiej zabawy z przed kilkudziesięciu lat. Zadowalający jakiegoś buca po skrzynce piwa, lub awanturnice z przedmieścia po kilku wódkach.
Skończmy te „formatowanie” społeczeństwa do ganc-pomady, gry w trzy karty, szmiry i kiczu.
O metodach rozmowy: impresja i ekspresja
Myślę, że ta impresja w lekkim stylu, wyraża wiarę w demokratycznego ducha: że władzę sprawuje w państwie większość obywateli. A nie jakieś spiski w budynkach ministerstw i państwowych instytucji dla załatwienia własnego interesu. I namowy sitw, i zmowy karteli cenowych dla wyłudzenia pieniędzy od podatników Skarbu Państwa.
Nieraz lepsza jest impresja: łagodny widok, zabawa dzieci śnieżnymi kulami, a potem zabawa w chowanego między drzewami w parku. A gdzieś niedaleko bałwan z marchewką zamiast nosa: strażnik dziecięcego świata.
Gorzej jeśli będzie musiała się pojawić ekspresja. A zwłaszcza męskie twarde rozmowy: o przymuszaniu do bezrobocia i do emigracji, do głodowych zasiłków i minimalnych wynagrodzeń – dobrych dla utrzymania koguta i kury. O budowie klasy miliarderów a jednocześnie o groźbie braku emerytur. I projektach kolejnych rządów opracowywanych metodą na chybił-trafił kreujących dwuklasowe feudalne społeczeństwo. O tym prowincjonalnym Totto Lotto, Tutti Frutti i Wańce Wstańce.
Barrack Obama, muzycy i poeci
-
@ubogacony: Teraz Franklin - niech się chowa Doda
-
Wtorek, godzina 0:00.
Wtorek, godzina 0:00. Ogromna część zachodnioeuropejskich dziennikarzy, polityków i innych czynników opiniotwórczych ( czyli słynni leninowscy "pożyteczni idioci" ) nagle zmienia swoje patrzenie na Stany Zjednoczone. Jeczcze do wczoraj walczący "anty-amerykanisci". Dzisiaj: "We all love America" ! Czekam jeszcze na reakcje otumanionych ta propagandą biznesmenów i zwykłych ludzi. Giełda odnotuje wzrosty. Ludzie na całej ziemi są od dzisiaj bardziej szczęśliwi. Słonce wyjdzie zza chmur. Jest nadzieja a nawet pewność zmian na lepsze. Yes we can.
-
@ubogacony: niech śpiewa i Ringo Starr - ale nie za moje PLN
Któryś z blogerów z Gdańska już protestował przeciwko Igrzyskom na koszt nasz - i gdańszczan. Wiadomo: za nasze pieniądze łatwo zaprosić każdego, kto będzie miał wtedy czas i da chałturę. Telefon za ocean czy na wyspy i będzie Elton, John i koledzy.
Ale ja nie mam pieniędzy na chałturę - i wiele innych też nie chce dać! Szczęścia wpychanego mi na siłę do oczu i gardła za mój własny szmal mi nie potrzeba.
-
@porciak: byłoby jak Pan twierdzi, nie zaprzeczam -
Gdyby zbyt duża ilość Amerykanów naprawdę inteligentnych i krytykujących od dawna rozpanoszone nuworyszostwo, kicz i szmirę w Stanach - nie opowiedziało się po stronie Obamy. w tym wielu porządnych profesorów, artystów też.
Ja analizowałem bardzo dokładnie przemówienia Obamy w Filadelfii i Denver: tak nie potrafi mówić człowiek mało inteligentny, czy niezorganizowany. Jedynie fatalnemu brakowi czasu zawdzięczam brak przedstawienia na salonie24.pl analizy przemówienia w Denver, które oglądałem online minuta po minucie. Jeszcze mam nadzieję zdążę jutro pod swoim postem; lub w innym poście.
Takich rzeczy - "walenia z klepki" programu przyszłego rządu punkt po punkcie, kilkadziesiąt działów problemowcyh - bez kartki - nawet bardzo dobry polityk nie jest w stanie wykonać. B. Obama ma talent, potrafi być bardzo szczery, jest błyskotliwy, świetnie tańczy, jest człowiekiem sieci, jest nowoczesny. Ma również wyjątkową dyscyplinę - i pomimo dużego ładunku emocjonalnego swoich wystąpień kontroluje je bardzo chłodno.
Nie dostałem dzisiaj jakiejś "dziwnej iluminacji" - od dawna widzę w Obamie tę szansę Ameryki, której gdy zmarnuje jego prezydenturę, już mieć nie będzie.
-
@pacific: nie ma pokolenia JPII:
wiele osób z kręgów katolickich nie wierzy w pokolenie JPII jako twór na wyrost, prawie propagandowy. A socjologowie powinni się wziąć za opis tego, co się dzieje a nie mówić tylko o braku zaufania albo powtarzać treści wzięte z blogów. Część badań już jest, dane też.
Jest też młodzież nowoczesna i ambitna - są przecież wspaniałe koncerty i festiwale [choćby w Gdyni]. Idzie mi o to, żeby nie fetować 20-rocznicy za nasze podatników pieniądze a mówić nieprawdę o Darmowym Koncercie. Można zrobić też fetę za mniejsze pieniądze z udziałem naszych talentów.
O niewolniczej /kolonialnej/ mentalności całego polskiego spoleczeństwa mówi prof. Ewa Thompson z USA - nie odnosząc tego bynajmniej do młodzieży.
Natomiast prawdą jest, że fatalne wzory z telewizji i amatorszczyzna - przedostają się do świata młodzieży i dają w efekcie wiele tandetnych subkultur. W końcu trzeba to przerwać, bo zmanierowana młodzież czy inne grupy społeczne spaprze społeczeństwo w przyszłości do reszty.
Jak się nie zmieni - to wyemigruje nawet wspomnienie o inteligencji!
-
na tle rechotu i beserwisserstwa salonowego (i medialnego)
Twoje wrażenia, ksia, odstają mocno - pozytywnie.
Też prawda, muzyka była świetna. Ja się nie znam, ale wydawało mi się, ze rozpoznaję któryś z hymnów Shakers'ów (sekta religijna, obecnie wymarła można ich siedziby w postaci muzeum zwiedzac w Kentucky, gdyby nie to, że rozmnażali się przez pączkowanie - przez co wymarli - sam bym się zapisał):
'Tis the gift to be simple, 'tis the gift to be free,
'Tis the gift to come down where you ought to be,
And when we find ourselves in the place just right,
'Twill be in the valley of love and delight.(nota bene, ten sam muzyczny notyw, w innej aranżacji oczywiście, przy transmisjach US TV z Olimpiad).
PS. Dla Shakers - praca była modlitwą. Stąd - święcili 7 dni tygodnia, nie tylko jeden.
-
link kwartetu do youtube
http://www.youtube.com/watch?v=OzSmS5JRYdw
-
@Tihy: tak A. Franklin śpiewała znany standart
Ale jak! fantastycznie, momentami rozczulająco. Piękny gospel.
A ja Szanowny Tichy świętowałem wczoraj od 18,oo moje urodziny: całą noc pisałem i wklejałem na blogi - dopiero o 7,30 zdrzemnę się do 9,oo. I do roboty. Oglądając również inaugurację: na lunchu przy stoliku nr 7 siedział Al Gore; był Cain, Kerry, etc. A jakiś wesołek - możliwe, że poeta lub artysta - założył sobie girlandę z zielonych liści ozdabiających salę na Kapitolu!
Świętowanie było takie, że nie było kieliszka wina - za to postanowiłem po jednym tekście dać na moje blogi, których mam razem 5 w tej chwili. Odrobić zapóźnienia z 2008 roku - roku ogłoszonego przez UNESCO rokiem Galileusza, porozglądać się po życiu i przedstawić plan publikacji literackich do końca maja.
1. Zacznę od tekstu na blogu poświęconego filozofii, postmodernizmowi i krytyce literackiej: podałem rozwiązanie słynnego "44" Adama Mickiewicza z "Dziadów". Nawet wspaniale się złożyło ( a problem rozwiązałem w 2004 roku, dość przypadkowo) gdyż widzę, że wielu gada od rzeczy myląc 44 prezydenta Ameryki z Mickiewiczowskim problemem literackim: "a imię jego czterdzieści i cztery". I bajdurząc o czarnym mesjaszu w upokarzający dla rozumu sposób... Okazało się, że Adama Mickiewicza literacki szyfr "44" nie ma najmniejszego związku z mesjanizmem - odwrotnie: jest związany z Dentejskim piekłem z "Boskiej komedii"! I jest cytatem z wykładu Galileusza wygłoszonego w Akademii Florenckiej w 1589 roku na temat wymiarów piekła Dantejskiego.
Akademia ta szczególnie zajmowała się Dantem i Bocaccio - obywatelami tej polis.
2. Trzy pozostałe teksty są też poświęcone literaturze. Piąty jest komentarzem do Yun Mena.
A wracając do Obamy: będzie tutaj wysyp ekspertów i polityków gadających od rzeczy...już wczoraj był...aż włosy stawały mi pionowo na głowie.
-
@publicysta
Zgadzam się całkowicie co do roli kultury w państwowości, narodowości. Tak samo z tym, że trzeba odróżniać kulturę od rozrywki. Lansuje się rozrywkę, pop-kulturę, bo odbiór sztuki [tej wysokiej] jest trudniejszy. Ale może gdyby bardziej postawić na sztukę i częściej ją promować, pokazywać, nawet komentować - a wszystko to w ciekawy sposób, to by się stała łatwiejsza w odbiorze? Na pewno wypieranie sztuki rozrywką sztuki nie przybliży. I szkoda, że tak się dzieje. Bardziej wartościowe by było obejrzenie tańca-spektaklu, przygotowanego przez profesjonalistów, do świetnej muzyki, z przesłaniem - niż "you can dance", czy tańca z gwiazdami... A takich programów brakuje.
-
@Kathrinn: ja myślę, że jest to kwestia zysku
Tych programów na minimalnym poziomie jest za dużo - gdyby było kilka to rozumiem, i na dodatek w prywatnej telewizji. Ale telewizja państwowa za pieniądze podatników nie może natrętnie lansować bezguścia i kiczu aż w takich ilościach. Takich kawałów nie robiono ludziom nawet w okresie PRL.
Lansuje się celowo jakieś "cóś" obu płci , żeby było bezkrytyczne i służyło do reklam i klikalności. Często te "cóś" jest jeszcze rozbuchane, żeby nie powiedziec wprost: skąd się wzięło...bo i na ten temat dużo już wiadomo.
Jest to szmira kulturowo umiejscowiona jeszcze przed pojawieniem się The Beatles - a więc z przed 1962 roku.
Osobiście nie znam nikogo kto nie ceniłby dobrych koncertów czy to bardzo mocnych bitowych, czy operetek i muzyki poważnej. Obojętnie czy z miasta czy ze wsi [gdzie zresztą mieszka wiele osób z miasta obecnie]. Dlatego te na "chama" wciskane dla reklam programy "rozrywkowe" tłumią i blokują dostęp wartościowej kultury do telewizji państwowej. Z tego co mówił aktor Królikowski najgorszymi słowami jakie znalazł - rządzi w telewizji ten kto przyniesie worek pieniędzy.
Na skutki nie trzeba będzie długo czekać. Panoszenie się wulgarnych aktoreczek po telewizji z ich słownictwem kiboli lub zachowaniami dobrymi na sesji w "Playboyu" - pustoszy dużo młodych dziewcząt. Dane są jednoznaczne: młode dziewczęta w wieku lat 13-15 są bardziej agresywne, rozpite i wulgarnie od chłopców. A jedna trzecia dziewcząt w liceach warszawskich nie ma mechanizmu samoidentyfikacji.
Niestety takie są fakty.
-
publicysto
jasię zgadzam z tym co piszesz w pełni. Ale, na Boga, nie podawaj jako wzór amerykańskiej imprezy masowej.
Całe to gówno z jakim mamy teraz do czynienia jest wzorowane na amerykańskim zamiłowaniu do blichtru i odpustowej tandety.
Zbliżają się walentynki, tfu tfu....
Twój wpis trochę mi się kojarzy z Utopią w stylu Chada Walsha.Ale ja też mam takie utopijne marzenia.
pozdrawiam
-
@bozena: ja to wiem - ale do masówki nie należą wymienieni
Artyści: pomimo wielkiej sławy i popularności na 100% do "formatowania" mas nie nadadają się ani Aretha Franklin - znana od 40 lat blusmenka, jazzmenka, klasyk gatunku. Ani Perlman i Yo Yo Ma - wybitni wirtuozi, ani Elizabeth Alexander.
Mogliby np. porwać tłum na kolejny koncert - a tłum ma lecieć jak na skrzydłach Pegaza do Suerhipermarketów! I tam zostawić pieniądze.
A to, że te prymitywne formaty są amerykańskie to ja wiem - ale chyba czołgami ich kolesie z Hollywood tutaj nie przywieźli na Jana Pawła Woronicza do gmachu telewizji! Odwrotnie - to nasi pojechali tam pewnie na czworakach, żeby otrzymać format - i robić na nim w prosty sposób smaluszek.
Ale wystarczy policzyć, żeby wyszło , że formatów jest być może więcej niż urzędników na Woronicza! A więc idzie o republikę kolesi w TV - a nie o USA. Gdyż Amerykanom wsio ryba komu sprzedają swoje formaty. A jak ktoś głupi - to kupuje.
Pozdrawiam Cię serdecznie gdyż dawno nie "wymieniliśmy komentarzy"
-
Najlepsze życzenia urodzinowe!
Tych tekstów jestem ciekaw, zwłaszcza tego o 44.
Wracając do czołgów, formatów, i masowej rozrywki....
Żeby porównać uczciwie dwie realizacje formatu (jak Ty to nazywasz), trzeba obie obejrzeć.
Na ogół się ogląda jeden (np. polski "taniec z gwiazdami") potem ekstrapoluje na drugi ("pewnikiem tak samo"). No, nie wiem. Ja tam polskiego tańca z gwiazdami nigdy nie oglądałem. Raz oglądalem amerykański przez chwilę, albowiem strasznie mnie nudzą takie spektakle. Niemniej, było toto na poziomie, choć masowe.
Ale, oglądam czasami "American Idol", bo zabawne, a trójka prowadzących przesympatyczna. Nawet Simon Cowell, kaustycznie szydzący Brytyjczyk. Tu jest klip, ale z innego show ( jakieś "Pokaż swój talent")
http://www.youtube.com/watch?v=Ao-yXgntmUw
Raz oglądałem międzynarodowy "Idol", gdzie Polskę reprezentował niejaki Kuba Wojewódzki. Występ był tragiczny, żenujący. Wojewódzki czytał swe "dowcipy" z kartki, dukał raczej. Wszystko było tak rozpaczliwie siermiężnie zaaranżowane, że chciałem się pod kanapę ze wstydu schować.
Wystąpiła panienka, Polka, pośpiewała, ot tak sobie (ciekawe, kto ją zakwalifikował do międzynarodowego występu). Po czym Kuba z kartki przeczytał szydercze uwagi, jąkając się, w szkolnej angielszczyźnie (wszyscy inni, nawet z afrykańskiego buszu, mówili swobodnie). Takie papuzie maśladowanie Cowella. Panience trzeba przyznać, że nauczyła się swych wypowiedzi i okrzyków, bo nie potrzebowała kartki. Krzyczała do Kuby "I hate you" (nikt inny, poddawany krytyce, tak głupio nie krzyczał). Jej nie winić, to polscy scenarzyści tak sobie wykoncypowali.
W końcu Cowell nie wytrzymał, i powiedział do pozostałych jurorów cicho, ale mikrofon i kamera podchwyciły - "Can't this Polish moron shut up" - "czemu ten polski głupek się nie zamknie".
Kuba W. mnie nie grzeje, ani ziębi. Ale tam reprezentował Polskę. Wstyd i zgroza.
-
publicysto
oczywiście masz rację, mówiąc, że to nasze rodzime poletko jest odpowiedzialne za cały ten syf. Nie ograniczałabym się tylko do Woronicza bynajmniej.
Raz jeden obejrzałam fragment TVN style - nie mam tego u siebie, ale chciałam w koncu zobaczyć co zacz. No i natknęłam się najpierw na byłą prezydentową opowiadajacą o sweterkach tweedowych (niestety nie trafiłam na odcinek z bezą), a potem na program coś o życiu celebrytów podane w najprymitywniejszy sposób. I autentycznie - krew mi się zmroziła w żyłach na widok promocji nędzy.
Ale nie wiem, czy warto być jeszcze idealistą - owszem czasem się wydaje że trzeba walczyć , ale jak popatrzę na te tłumy podniecające się byle gównem i z niecierpliwością czekające na kolejny odcinek mody na sukces......
czy taki głos jak Twój, to nie żałosna walka z wiatrakami?
ps. nazwiska Arletty Franklin nie lubię. Wycierają sobie nią gęby wszystkie wykształciuchy
-
@tichy
Nawet nie wiedziałam o istnieniu międzynarodowej wersji "Idola", hehe, dobrze wiedzieć, jak Polska ekipa wypadła. Ciekawe, jak Francuzi... Lubię słuchać, jak mówią po angielsku - dodając od siebie jakby półnieme "e/y" na końcu :)
"Ani ziębi, ani parzy" - przywołuję idiom nieproszona, ale z życzliwością :) greetings [a może "cheers" brzmiałoby lepiej?]
-
40 i 4
http://kawiarniafilozoficzna.blogspot.com/
-
@Tihy: idzie mi o ilość tych "formatów" i podobnych
Które zatykają TV nie dopuszczając do jakichkolwiek innych rozwiązań. Podobnie jest np. z Opolem - Seweryn Krajewski nie wyraził zgody na "format" opolski poświęcony "Czerwonym gitarom" - powiedział, żeby oddać Opole młodym. Z czym się zgadzam. Podobnie Sopot, Sylwestrowe noce TV. Mniej więcej wykonują je ci sami wykonawcy.
Telewizja - zwłaszcza w kraju nieporównanie mniejszym od USA, nie powinna sobie pozwalać na spłaszczenie jedynie do rozrywki. W wielu miastach nie ma zawodowych teatrów, filharmonii, oper, operetek - ta luka powinna być zapełniana. W wielu miastach nie ma prasy, która byłaby municypalna i reprezentowała interes obywateli. Kryterium zysku nie może być dogmatem dla państwowej telewizji. A ta nie może ulegać reklamom. Dołączyć do tego strony główne portali, na których dziennie jest po 10 fotek Dody [lub innych w zależności od dnia] żeby się zastanawiać o co w ogóle idzie? Może redaktorzy podkochują się w tych polskich celebrytkach i celebrytach? Przecież nie znam nikogo poważnego, żeby mówił o postaciach z telewizji.
Też widziałem Kubę W. ileś lat temu w jakiejś audycji międzynarodowej, no szkoda słów, z biało-czerwonym krawatem, z buteleczką wódki...kto wie czy to nie ta sama audycja.
Uważam, że zatracono proporcje. Między rzeczami poważnymi, koniecznymi a tanią rozrywką.
-
@bożena: i o to podniecenie też mi idzie:
Masz rację: ja często nie mogę porozmawiać z ludźmi oglądającymi TV: są podnieceni albo politycznymi jakimiś kłótniami ( i znerwicowani na dodatek) albo serialami, albo kolejnym etapem jakiegoś totalnie durnego formatu.
Doszło w końcu do tego, że 51% naszych obywateli wierzy w istnienie św. Mikołają - takie badania podali niedawno...? Jest to infantylizacja.
W końcu spotkasz znajomego, z którym nie widziałaś się miesiąc - a on będzie już mówił "w format ujęty"! Do tego bowiem już się sprowadza te "formatowanie rzeczywistości".
-
@bożena: "promocja nędzy", niestety
Część osób nie chce mówić o tym wprost - bo się wstydzi.
-
@Tihy: zapomniałem o tekście o 40 i 4:
http://kawiarniafilozoficzna.blogspot.com
komentarz do Yun Mena: http://herbatea.blogspot.com
najnowsze wiersze: http://andrzej-warsztat.blogspot.com
tom "Pieśni i tańce" zacząłem wpisywać na http://andrzej-caligrafia.blogspot.com
Pozdrawiam:)
-
Albo-albo lub Choroba na śmierć
Nawiązuję do mojego komentarza pod postem „ezekiela”. Gustowny pociąg z napisem „Barack Obama” już odjechał wraz z Arethą Franklin, Yo Yo Ma i Elizabeth Alexander. Polskiej populacji w całej jej masie – tam nie było, nie ma i nie będzie.
Żaden z polityków polskich rok temu otwarcie po stronie Obamy nie opowiedział się – a większość grała świadomie na ekipę Busha. Ja bardzo dokładnie – przewidując rozwój wypadków i będąc pewien, że Obama musi wygrać, gdyż jest lepszy – obserwowałem pod tym kątem poczynania polskich partii sejmowych i pozasejmowych. Skończyło się tak, że Bush jr im nie podziękował – a do B. Obamy będą teraz się pchać używając wszelkich metod.
Zostali z tymi aktywami dokładnie co rok temu. Wczorajsza moja popołudniowa analiza portali informacyjnych dała dokładnie ten sam obraz co rok temu: zatkany kanał informacyjny przez natręctwa pokazywania Dody, Cichopek i całego tego „formatu” lub jego mutacji. Ja celowo piszę o Dodzie – gdyż to chyba z nią Donald Tusk miał „inaugurację” telewizyjną i to chyba Dodę całował w rękę. I to chyba Dodę kreowano na artystkę i divę polskiej piosenki w Sopocie, Opolu, a nawet w Londynie ostatnio – czy tam niedaleko Dody nie przebywał przypadkiem jakiś członek obecnego rządu?
O tę różnicę klasy mi idzie: albo Aretha Franklin albo Doda. Trzeba umieć wybierać i pokazywać się tam gdzie poważny człowiek powinien się pokazywać. B. Obama raczej z L. Lohan się nie pokazał, nie? Jak się gra z Dodą – to teraz trzeba się tego trzymać, już za późno na zmianę swoich poglądów. Ile razy można je zmieniać?
I dalej: albo piłkarze - albo poeci. Jedno z dwojga. Można było się bawić w latach 60-tych, gdzieś w 1961 roku. Nie dzisiaj: po stanie wojennym, złamaniu podjętych i przyjętych uchwał „okrągłego stołu” i jako tego skutki- tragicznym bezrobociu i fatalnej w skutkach emigracji. Więc jeśli idzie się w stronę rozrywki – to tam nogi i pacjent w garniturze idzie do rozrywki. Oraz na mecze takie, inne i jeszcze inne.
Nie można mieć dualnej osobowości, osobowości, która służy dwóm celom jednocześnie. Niby dlaczego, dla jakiej zasady Konstytucji, lub Deklaracji Praw Człowieka ONZ lub Europejskiej Konwencji Praw i Swobód Obywatelskich mam popierać formację polityczną czy oddawać głos na polityka, radnego, posła czy senatora – który ma jawnie obce i wrogie mi gusta estetyczne. I nie może rozróżnić beztalencia od człowieka utalentowanego i pajaca od mężczyzny.
Zbigniew Brzeziński analizował tę ideologię „rogu obfitości”, tupetu, szmiry i bezczelności amerykańskiej klasy nuworyszy w 1993 roku. Jak to się stało, że jego badania jeszcze nie doszły tutaj i wnioski nie zostały wyciągnięte? „Druga szansa” Zbigniewa Brzezińskiego była dostępna w każdym salonie Empiku – trzeba było ją czytać, analizować i wyciągać wnioski.
„Przemówienia” B. Obamy w Japonii są powszechnie dostępne w dużych nakładach. W naszych księgarniach można co najwyżej oglądać [nie kupić gdyż szkoda złotówki] jakieś memuary polskich celebrities politycznych. Lub jakieś wywiady rzeki jakichś polityków z dziennikarzami – rzeki bez powrotu. olski i brać za to wynagrodzenia od obywateli.Zmierzam do tego, że większość polityków polskich oprócz tego, że jest członkiem partii X, Y, Z – nic nie potrafi. Trzymać pióra w ręku nie za bardzo, na literaturze się nie zna, filozofii niemnożka ni szto, głęboko w naukę też nie za bardzo bo trzeba byłoby siedzieć dniami i nocami przez całe lata. A tak im w życiu wygodniej „pogadać o Polsce”, najczęściej od rzeczy, ekstrapolować feudalny wiek XV i XVI do obecnej Polski i brać za to wynagrodzenia od obywateli.
Lektura protokołów z posiedzeń komisji sejmowych jest tutaj pouczająca, jak i projektów ustaw.
Sejm V kadencji przebadali lekarze z Akademii Medycznej w Gdańsku: w większości otyli: 80% ma nadwagę, 67% miało problemy z nerwami. Musiało się skończyć jak się skończyło: kadencja trwała dwa lata: przeważył cholesterol, nadciśnienie, system gastryczny i nerwowy, no i pewien pociąg do pewnych spraw za przeproszeniem...
Parlamentarzyści sejmu IV kadencji natomiast za swoich ulubionych pisarzy uważali: Henryka Sienkiewicza i Jana Pawła II – przy oczywistym pewniku, że żaden z nich nie przeczytał ani jednej encykliki lub adhortacji tego Papieża. Jako zbyt skomplikowanej i trudnej lektury dla nich. Jeden zdaje się poseł jako swojego ulubionego pisarza podał Kurta Vonneguta [!!!]. A więc estetycznie sejm IV kadencji sytuował się w epoce rozbiorowej: Pan Wołodyjowski, Zagłoba, Kmicic, Zbyszko z Bogdańca, Jagienka, Azja Tuchaj Bej i inne postaci wyssane z palce dla ubarwienia fabuły.
A Witkacy, Gombrowicz? A Ionesco, Durrenmat, Beckett, Joyce, Eliott, Yeats, Rilke, Pound? Jak zaczyna się „I Pieśń” Pounda, a „Pierwsza Elegia” duinejska Rilkego, hę!? A jak się kończy „Ulisses” Joyce’a? A o czym „Ziemia jałowa” Eliotta. A jak wygląda ksiądz przy ołtarzu w „Ulissesie”, jak pisany jest „Molloy”....a to kto napisał:
Wbrew lichwie
nie ma nikt domu z kamienia słusznego
Każdy blok cięty gładko
stawiony ściśle
aby zamysł równał się marzeniu
HARPES ET LUTHES
Ani miejsca zwiastowania Pannie
Aureoli lśniącej od snycerzeń...
-
Wielki lament
Niepokoimy się, narzekamy i mamy rację. Wysuwamy postulaty bez adresu, czyli 'pobożne życzenia'. Poczucie beznadziei, trzeba przyznać, jest uzasadnione. Przytoczę wypowiedź Ryszarda Kapuścińskiego: "Nasze społeczeństwo znajduje się w stanie krytycznym. Przeżywamy dotkliwy kryzys kultury, etyki, zachowań społecznych, a przede wszystkim oświaty. Media są tylko odbiciem stanu rzeczy, którego żadna debata w prasie nie zmieni".
Ja też lamentuję, choć nie krzyczę. Wychodzę z założenia, że lamentami nic nie zdziałamy. Ale co my, zwykli obywatele, możemy zrobić? Ja nie znajduję, niestety, lepszej odpowiedzi niż, powtarzam za Młynarskim: "Róbmy swoje" (dobrze!).
Polacy to tradycyjni indywidualiści ze skłonnościami nawet do warcholstwa. Trudno nam się organizować w grupy obywatelskie. Widzimy to również w Salonie24, gdzie dominują utyskiwacze i namiętni szukacze dziury w całym.
Drogi A(utorze): jesteś literatem - profesjonalistą. Nie oczekuj, że inni, zwykli zjadacze chleba (ale przecież porządni ludzie) osiągną Twój poziom. Co TY możesz możesz zrobić dla nas, a co MY dla Ciebie?
Działasz na kilku blogach bardzo owocnie. Ale obawiam się, że w ten sposób się trochę spalasz i 'rozmieniasz na drobne'. Blogi to rzecz ulotna, krótkotrwała, taka bardziej zabawa niż zawód. A Twoja wiedza i doświadczenie mogą być bardzo pomocne dla wielu ludzi, również tych, którzy nie czytują blogów (w istocie rzeczy, blogerzy stanowią tylko niewielką grupkę).
Zapewne publikujesz swoje prace książkowo lub/i w czasopismach kulturalnych. Nie potrafię ich jednak zidentyfikować, bo natychmiast bym je zakupił, podobnie jak inni. A jeśli nie (w co wątpię), to dobrze byłoby wybrać sobie JEDEN ambitny cel publikacyjny, narzucić sobie samodyscyplinę i koncentrację. I TERMIN! I do roboty!
Jesteś zafascynowany Obamą i oprawą artystyczną jego zaprzysiężenia. Podzielam Twoje oceny. Ale dopiero przyszłość pokaże, jakim on okaże się prezydentem. Jako 'aktor polityczny' jest świetnym zawodowcem, niewątpliwie. Ale czy ma również głęboką wiedzę? Czy potrafi pozyskać sobie najlepszych doradców i współpracowników? Czy będzie umieć podejmować ryzyko trudnych decyzji, czy będzie od nich uciekać? Czy dopisze mu szczęście? To dopiero przyszłość pokaże. Tak nawiasem, przemówienia Obamy pisał jego współpracownik, 27-letni (!) Jon Favreau:
http://en.wikipedia.org/wiki/Jon_Favreau_(speechwriter)
W środowym, drukowanym wydaniu "Polski" jest na ten temat obszerna notka, której nie ma w wydaniu sieciowym. Tytuł: "On napisał, prezydent wygłosił".
To już nie czasy Lincolna. Teraz manipulacja słuchaczami jest już zawodem, specjalizacją naukową.
Tyle na razie. Temat rzeka...
Serdecznie pozdrawiam
-
@Józef K.: Dzięki za dobre rady
Ja nie lamentuję, daleki też jestem od defetyzmu. Staram się póki co pokazać, że być może do polityki polskiej - z powodu zaniedbania salekcji kadr przez partie - idą ludzie niezbyt dobrze przygotowani. Widać to po badaniach lekarskich, procedowaniu w komisjach sejmowych, projektach niektórych ustaw.
Ludzie o być może nie do końca sprecyzowanych poglądach na Europę i świat - stąd ta labilność, może i asekuranctwo. Ja osobiście bardzo cenię Sienkiewicza, no ale dlaczego zdecydowana wiekszość posłów stanęła na Sienkiewiczu? Nikt nie żąda od posłów, żeby znali Becketta ale niech przynajmniej znają dokumenty UE. Zbigniew Brzeziński powiedział niedawno, że Polacy będą podmiotem w polityce międzynarodowej o ile będą się charakteryzować kulturą polityczną - to do klasy politycznej oczywiście.
Widzę też, że Obama ma bardzo dobry zespół, nawet gdyby tekst przemówień pisał fachowiec od pisania - Obama mówi je z pamięci: obserwowałem online przemówienie w Denver ponad 40 minut (jego analizę też dam) - więc sam jest też świetnie przygotowany. Oczywiście, że to dopiero kilka dni jego prezydentury - ale już wiele rzeczy dzieje się naokoło niego ważnych.
Idzie mi o to, że klasa polityczna polska może nie udźwignąć zbliżających się czasów. Czuję jakiś lekki niepokój - na podstawie wieloletniej analizy danych.
Tematów mam kilka, ale tutaj problem jest taki, że nie zawsze opłaca się publikować w czasopimach literackich - nie płacą często honorariów. Blogów pewnie, że nie ma co przeceniać. Ale jak ja mam wysyłać do czasopism i tracić czas i pieniądze (wgrywanie w płytki, specjalna koperta, znaczki na polecone listy, a potem kupowanie minimum 3-5 egzemplarzy autorskich za swoje pieniądze bo nie przysyłają z redakcji) - na swoich blogach mam za darmo i szybko. Gdzie będe wiedział, że sie ukaże pewnie, że dam znać. Czy do prasy? Coś szykuję w lutym - temat ściśle związany z kulturą.
Ja powoli rozkręcam się - 15 grudnia skończyłem bezrobocie (bez mojej winy oczywiście) i już kilkadziesiąt tekstów dałem do sieci. Tom poezji idzie na dniach do wydawnictwa, jak z wierszami - będę wiedział w przyszłym tygodniu.
Nazbierałem trochę tematów - taki jestem - i jadę z nimi. Nadrabiam opóźnienia - w samym 2008 roku podczas bezrobocia napisałem 4 tomy poezji /niektóre kończę jeszcze/ i ileś tekstów w sieci. Swoje studyjne też, może gdzieś je powoli będę drukował.
Pozdrawiam Cię i dziekuję za dobre rady - koncentacja na wybranych celach. Jes!
-
"On napisał, prezydent wygłosił"
Ciekawe rzeczy przytaczasz, Józefie.
No, nie mam dostępu do czasopisma "Polska", ale już tytuł (w/w) bulwersujący. Choćby dlatego, iż w linku w wikipedii czytamy:"
The Guardian describes the process as follows: "The inaugural speech has shuttled between them [Obama and Favreau] four or five times, following an initial hour-long meeting in which the president-elect spoke about his vision for the address, and Favreau took notes on his computer. Favreau then went away and spent weeks on research. His team interviewed historians and speech writers, studied periods of crisis, and listened to past inaugural orations. When ready, he took up residence in a Starbucks in Washington and wrote the first draft."
"
Dla tych co zapamiętują tytuły (większość), teza się odciśnie i zostanie.
-
Sam, czy nie sam
Sieć jest pełna komentarzy na temat inauguracyjnego przemówienia B. Obamy. Ludzie ekscytuja się tym, na ile slowa wygloszone przez nowego amerykańskiego prezydenta sa jego własne. Niby dziwne, bo przeciez wiadomo, ze głowy państwa zawsze maja sztab fachowców do pomocy w tym względzie. Ale Obama jest 'wyjątkowy', bo jest doskonałym mówcą i sam pisze doskonałe teksty. Sama uległam ciekawości, po wysłuchaniu słynnej mowy, gdy zauwazyłam, że mówca nie korzysta z promptera. Trafiłam na artykuł Guardiana, którego fragment przytoczył tichy i m.in. jeszcze to: http://firstread.msnbc.msn.com/archive/2009/01/20/1751699.aspx
-
@kuzynka.edyta i Tihy: dzięki za linki
Ja już po lekturze jego przemówień w Filadelfii i Berlinie wiedziałem, że jest niebanalny, mało tego, że jest bardzo blisko ludzi. Kto by przecież mówił, że biedne Amerykanki, żeby oszczędzać jadły cały rok najtańsze jedzenie: chleb z musztardą i ogórkami!
Natomiast w Denver to była po prostu tak zwana "jazda" - tak jak się nieraz "jedzie" na blogach: komentarz za komentarzem [taki był stary salon przecież!] i jeszcze jeden komentarz, zmiana tematu, itd. Lub w ostrej muzyce gdy zespół ma dobry dzień i już nie gra - a "jedzie": gra muzykę a nie normalny koncert. Gdybym nie widział tego online - też bym myślał, że to show lub udawanie. Dlaltego wywołuje on szczery aplauz zwłaszcza, że mówi merytorycznie. Jak obliczyłem - pamiętam moje analizy jego pzremówienia jeszcze z sierpnia, niepublikowane - wymienił aż 28 punktów swojego programu: z pamięci, bez kartki. No to jest trochę roboty z opanowaniem materiału.
Ludzie to widzieli i czuli: tę autentyczność, merytoryczność, przygotowanie i zaangażowanie. Słowem - profesjonalizm pełną gębą. Co tutaj dużo mówić, w każdym kraju dzisiaj [może za wyjątkiem Bhutanu] są duże problemy. Każdy kraj chciałby mieć takiego prezydenta - podtrzymuje nadzieję. Z drugiej strony ludzie się nim fascynują na całym świecie z powodu miałkości i bezbarwności całej klasy politycznej na świecie. Podtrzymuje w nich wiarę na lepsze czasy w polityce.
tutaj mozna tylko zazdrościc troche ich klasy politycznej: Obamowie pożegnali się serdecznie z Bushami. Clintonowie, Kennedy, Kerry, Cain, Al Gore - rozmawiali normalnie ze sobą. Ciężko jest, ale nikt nikomu "wała" za plecami nie pokazuje czy rogów nad głową.
A co będzie z rządami? Trzeba poczekać na wszystkie nominacje i oficjalne przedstawienie programu. Ja też pilnie obserwowałem co dzieje się i w Polsce w związku z Obamą od roku - jesteśmy przecież w NATO i to nie jest obojętne jaki u nas był i jest stosunek do Obamy.
Pozdrawiam.
-
pod linkiem do MSNBC
kuzynki.edyty mnóstwo ciekawych komentarzy, i też - szerokie spektrum.
Przy okazji, można, jako zabawę, porównać poziom z poziomem komentarzy na innych forach (nietrudna zagadka: KTÓRYCH FORACH?)
Jest też link w jednym z nich (link niech się linkiem odciska). Otóż, David Letterman, prowadzący cowieczorną godzinę zabawy na CBS, szczerze żałował, ze to już koniec kadencji Busha, albowiem ten dostarczał wiele inspiracji dla jego show. Jakiej insipracji, filimik opowie:
http://www.youtube.com/watch?v=KogebxJkHig
-
oto cyta z inauguracyjnego przemówienia
współbrzmiący z ostatnim (gorzko-słodkim - wiem, wiem, to kalka, ale nie potrafię lepiej przetłumaczyć bittersweet) komentarzem publicysty
"
On this day, we gather because we have chosen hope over fear, unity of purpose over conflict and discord.
"
Ech, żeby tak u nas...
-
@Tihy: tak, dyskusja wzruszająca
Trudno nie mieć bardzo pozytywnych odczuć czytając tę dyskusję: pasja, wartości [...], no i ten power, który im dał Obama. Cieszę, się, że Amerykanie mają w większości opinię podobną do mojej, że Obama jest wybitnym oratorem.
Tego nie da rady sie nie nauczyć - trzeba jak to się mówi "czuć bluesa".
-
"trzeba czuć bluesa"?
A skąd się to czucie - i sam blues - biorą? A jeszcze - skąd potrzeba?
Czy tak sobie unoszą się w powietrzu - kto ma szczęście ten złapie? Czy pojawiają się z rzadka w genach u wybranych?
Tradycja oratorska (ongiś bogata i rozwijana również w Polsce - bardzo "ongiś") w US jest wciąż żywa. Wśród przedmiotów w amerykańskiej szkole średniej (tzw. "electives" - czyli nadobowiązkowych, co prawda) figuruje "Speech". Odbywają się konkursy i zawody oratorskie, organizowane na wzór sportowych. Chociaż, kto wie, może na odwrót - to właśnie sport został urządzony na zasadzie polemik i dysput.
Ale, też nie pełna prawda, starożytni greccy olimpijczycy, oprócz wyścigów i rzutu dyskiem, współzawodniczyli wygłaszając wiersze i oracje...
http://www.northfieldhistory.org/wiki/index.php?title=Carleton_College
"
In 1881 the first Minnesota intercollegiate oratorical contest is held in April between the University of Minnesota and Carleton. Owen Morris, Carleton Class of 1881, wins first place and proceeds to Jacksonville, Illinois, for the interstate contest on the 4th of May, finishing in a “high place.”
"
-
@Tihy: to jest pielęgnowany talent. Guantanamo zamknięte.
Przed chwilą podano na Interiach, że decyzją prezydenta Obamy więzienie w Guantanamo zostało zamknięte.
Co do talentu oratorskiego - myślę, że jest to talent, który trzeba szlifować.
Ciekawe: Aretha Franklin "pojechała ostro" przez chwilę. A obydwaj pastorzy mieli świetne prawdziwe, głębokie od serca końcówki. Też znakomici oratorzy.
Tak, to nie tylko muzycy, pieśniarze i poeci, ale i pastorzy...i ludzie - i to dopiero całość
Gdzieś tam wśród nich "unosiły się Muzy"...!
-
@Tihy: szkoły oratorskie były związane z kulturą klasyczną
W której trzeba było przedłożyć argumentację nieraz złożoną z wielu członów, być przekonującym i wiarygodnym.
-
Próbka sztuki oratorskiej Obamy:
Rzecz nie w tym, że Johna Mc Caina nic nie obchodzi. Rzecz w tym, że John Mc Caine nic nie rozumie. Od ponad wóch dekad wyznaje tę starą, skompromitowaną republikańską filozofię: daj coraz więcej najbogatszym i licz na to, że reszcie skapnie trochę tego bogactwa.
W Waszyngtonie nazywają to "społeczeństwem właścicieli", ale tak naprawdę oznacza to, że jesteś zdany na samego siebie. Straciłeś pracę? Trudno, radź sobie sam. Nie masz dostępu do opieki zdrowotnej? Rynek się tym zajmie. Radź sobie sam. Urodziłeś się w biedzie? Wydźwignij się z niej za własne sznurówki, nawet jeśli nie masz butów. Radź sobie sam.
Denver, Konwencja Partii Demokratycznej, viii 2008
-
granica
między celnością a demagogią w powyższym została zatarta. Dokładniej - przekroczona (choć, też, nie brutalnie). Tak te debaty mają.
-
@Tihy: niemniej taką argumentację stosuje się wobec bezrobotnych
i u nas: "radź sobie sam. System daje ci możliwość bycia wolnym i samemu zajęcia się swoimi sprawami. Weź swoje sprawy w swoje ręce".
Problem w tym, że w obszarach strukturalnego bezrobocia pracy nie ma. I nie chce jej przybyć. A jednocześnie nie widać jakiejkolwiek solidarności społecznej - człowiek często zostaje sam.
Obama nawiązuje tutaj do konieczności realizacji w życiu współnoty zasady solidarności poprzez odwołanie się do biblijnego nakazu: "będę stróżem brata mego i mojej siostry".
-
Oto cała notka
o Jonie Favreau: http://www.box.net/shared/nq1g89brlx
z gazety "Polska", będącej polskim odpryskiem brytyjskiego "Timesa".
Nie ulega wątpliwości, że BO jest znakomitym mówcą. Choć nie dałbym głowy, że nie miał w uchu niewidocznego mikroodbiornika... współczesna technologia już to umożliwia.
Bezrobotni. Bywa różnie, są istotnie bardzo ciężkie sytuacje. Ale znam z autopsji również takie środowisko, gdzie zasiłki idą na wódkę. A jednocześnie firmy poszukują pracowników do prostych prac fizycznych. Bezrobotni jednak nie podejmują pracy: "co, mam pracować za takie pieniądze 8 godzin? od 7 rano?". Bywa i takie bezrobocie. Wystarczy zapytać w "Urzędach pracy", popatrzeć na ogłoszenia, z których nikt nie korzysta. Lepiej "niech państwo da".
-
sztuka oracji, sztuka pisania
Tichy wspomniał o powszechności sztuki przemawiania publicznego w szkolach amerykańskich. W UK uczą także sztuki pisania (coś mi podpowiada, że w US jest podobnie, bo w Kanadzie tak). Uczniowie piszą eseje w szkołach średnich a potem na studiach nadal doskonalą sztukę eseju oraz academic writing, scientific writing, thesis writing itp. Zajęcia prowadzą pisarze, dziennikarze. Jak częste są to ćwiczenia może dowodzić fakt, że większośc studentów po jednym rzucie oka na tekst trafnie odgaduje z ilu wyrazów ten się składa (najczęściej zadany tekst pisze się o określonej z góry długosci)
Byłam milo zaskoczona, jak to odkryłam. U mnie na studiach pisało się tylko referaty :(
-
oj, odpryskiem będący, oj, tak...
Józef
Oryginalny artykuł
http://www.timesonline.co.uk/tol/news/world/us_and_americas/us_elections/article5548555.ece
W zasadzie, wszystko (w zakresie linkowanego podanego) jest przetłumaczone/streszczone należycie, prócz... tytułu.
Przekręcony tytuł "On napisał, prezydent wygłosił" - jest kłamliwy. Nie dlatego, że słowa inne. Dlatego że sens KOMPLETNIE inny, niż w oryginale:
"Profile: Barack Obama's speechwriter Jon Favreau"Za załącznik - podziękowania.
-
nie całkiem
"Speech" - tak naprawdę jest "zapchajdziurą", pożyteczną jednak. Może kiedyś napiszę więcej, albowiem moje dzieci miały dużo uciechy i frustracji, a ja - zdumienia, z tego kursu.
E, co tam, napisze pokrótce teraz. Nauczycielka podała temat dysputy, na przykład (prawdziwy) "Oswiecenie drogą do wolnego społeczeństwa" lub "Zachowania/paktyki/symbole religijne w szkole", i podzieliła uczniów na grupy. Jedna grupa miała być za, druga - przeciw.
I teraz - chytrostka. Zanim podzieliła, odbyła dyskusję z klasą, sondując jakie kto ma stanowisko. Przydział do grupy - ci co myśleli "za", zostali przydzieleni do grupy "przeciw", i na odwrót. Ocena była mieszana, reszta klasy słuchała, i głosowała, plus ocena nauczycielki za jakość argumentów i sposób ich przedstawiania.
********************
To, o czym piszesz, kuzynko.edyto - podpada pod tzw. Language Arts. Często jest to obowiązkowe (wiem, że brzmi to jak oxymoron, ale tak jest - często, ale nie zawsze obowiązkowe) w dodatku do INNEGO przedmiotu English Literature.
Jak w szkole im dobrze szło (np., wzięli i zdali wysoko AP-egzamin), to już na studiach nie muszą, chyba, że chcą. Też zależy. Tez, często muszą brać tzw. Communication Skills (czyli, circa - jak gadać i pisać). W realu - często niestety (czasami lub na szczęscie) - zapchajdziura, Mickey Mouse course.
-
widocznie są różnice między wyspami
Ja miałam na myśli tutejsze Pronunciation & Public Speaking, które to zajęcia są otwarte dla studentów wszystkich wydziałów.
To ciekawe lekcje ten "Speech" mimo wszystko. Myslę, że oprocz swobody artykulowania własnych opinii pomaga wyrobić pewność siebie.
-
ta mantra o bezrobociu
"radź sobie sam. System daje ci możliwość bycia wolnym i samemu zajęcia się swoimi sprawami. Weź swoje sprawy w swoje ręce"
to tylko mantra - w istocie niezwiązana ani z demokratami, ani z republikanami.
Tak nasza - ludzka - cywilizacja ma, wyłaczywszy systemy oparte na niewolnictwie i feudaliźmie.
Paradoksalnie - tam gdzie jest wolność, tak musi być.
PS. Kilka obrazków dobrej jakości (plus komentarze - różnej):
http://www.boston.com/bigpicture/2009/01/the_inauguration_of_president.html
-
niesamowite zdjęcia
ludzie jak rozsypane opiłki żelaza. Szukając w sieci zdjęć z inauguracji trafiłam też na ciekawe z przygotowań do niej. Kapitol w rusztowaniach i morze krzeseł. W przypadku amerykańskich uroczystości zawsze wrażenie robi rozmach.
-
@Józef.K: BO, JF; bezrobocie
Każdy prezydent [ lub tego typu funkcja] ma człowieka od pisania przemówień ze względu na obowiązki i czas pisania. Z tego co czytałem "Favreau" B. Clintona poszedł po 8 latach na rentę - wykrzywił kciuk od klikania w komputer.
Na poziomie BO - facet, który pisze [Favreau] musi być nie byle kto, i rozporządzać wielką inteligencją. Ale widać, np. w Denver [oglądałem online] , że BO mówi z klepki - oczywiście, że po przygotowaniu. Tekst ten - a mam go przy sobie - ma około 7 stron formatu A4.
1 Wniosek: BO - bez względu na fakt, czy ktoś pisze, czy razem - jest fantastycznie przygotowany pamięciowo.
2 Wniosek: oczywiście jest praca zespołowa: przemówienie w Denver reprezentuje przyszły program rządu Partii Demokratycznej. A więc tekst politycznie ideowo i programowo uzgodniony.
3 wniosek: BO jest współautorem programu gdyż ma ten program opanowany pamięciowo. W tym sensie BO działa jak np. Ty Sz. Józefie:: jakby twoja ekipa ogłaszała badania ale ty określasz tematy rozdziałów, korygujesz i piszesz sam jeden lub dwa. Znasz na pamięć wszystkie tezy. Przedyskutowane wczesniej na "seminarium" lub zespole redakcyjnym.
A co marnowania zasiłków na wódkę - pewnie, że są takie środowiska. Ale są słusznie zwane "marginesem" problemu. Warszawa ma 1,8% bezrobocia, więc praktycznie jest ono zerowe [normalny poziom fluktuacji pracowników+grupy bezrobotne z definicji: trwali inwalidzi, emeryci, renciści, niebieskie ptaszki].
Ja mam na myśli regiony bezrobocia strukturalnego: 10 - 20 i więcej% od kilkunastu lat - takie miasta są w Polsce, jest ich więcej niż tych na poziomie 2-3%.
-
Tihy, kuzynka.edyta: szkoły pisania
Jestem za: warsztaty dziennikarskie, uczenie pisania artykułów, noweli, wystapień publicznych, etc.
Warsztaty oratorskie też. Niemniej skąd wziąć u nas oratorów? Tutaj najlepiej uczyć uczniów i studentów w szkołach z językami klasycznymi. Chociaż dla chcącego nic trudnego.
-
Zdjęcia fantastyczne
A komentarze też piękne.Jest mi osobiście przyjemnie, że mogę widzieć ich radość, czytać ich wspaniałe życzenia dla B.Obamy.
Ale tam w Waszyngtonie była olbrzymia ilość ludzi...Ciekawe, w Nowym Yorku też tłumy, pewnie w całych Stanach.
-
Polacy nie umieją dyskutować
niestety. Już pomijam powszechne zjawisko traktowania partnera w dyskusji jako swego rodzaju "nieprzyjaciela", którego trzeba "pokonać". Prymitywizm. Ale przede wszystkim szkodliwy jest brak chęci dyskusji, brak chęci myślenia, wspólnego poszukiwania.
Trudno jest zachęcić studentów do dyskusji na wykładzie. Fakt, że technicznym, co wymaga pewnej wiedzy. Oczywiście, że wykładowca powinien umieć inicjować dyskusję i zachęcać do nich. Dobrzy wykładowcy muszą być dobrymi aktorami. Sam niestety nie odnoszę dużych sukcesów na tym polu :(
We Włoszech dyskusja jest sztuką narodową, którą dzieciom wpaja się od dziecka. Dlatego Włosi kochają dyskutować i, trzeba przyznać, Rzymianie i Mediolańczycy robią to bardzo pięknie, zwłaszcza w telewizji. Rozmowa z nimi to czysta przyjemność.
Ale, co ciekawe, Włosi traktuję dyskusję jako swego rodzaju aktorstwo i, wbrew pozorom, nie angażują się nadmiernie emocjonalnie. Byłem świadkiem takich dyskusji, m.in. na Piazza del Duomo w Mediolanie, gdzie w porze obiadowej sjesty zbierają się samorzutnie grupki Włochów i dyskutują na różne tematy. Na ogół, gdy jeden mówi, to inni mu nie przeszkadzają. Bywa, że mówca moduluje głos, wykrzykuje, podskakuje, wymachuje rękami, robi miny, jest wściekły (jak w Polsce np. "gdzie on, gdzie on, dajcie mi nóż!..."). Wreszcie kończy, w jednej chwili staje się całkowicie spokojny, i następny zaczyna przedstawienie...
Widziałem wielką manifestację studencką na placu przed Politechniką. Naokoło szpaler policjantów w hełmach, z tarczami. Okrzyki, mowy, gesty, sztandary, szturmówki, portrety, plakaty, ostre rezolucje, pięści w górze... gorąco było. Ale gdy przyszła pora sjesty (o 12.30 otwierano stołówkę), to natychmiast zrobiło się cicho, wszystko zostało pozwijane, pochowane i dzielni manifestanci poszli spokojnie na obiad. A o 15, kto chciał, to mógł znowu przyjść na plac i sobie pomanifestować...
-
@Józef K: w pełni podzielam Twoje zdanie
Uważam, że główną przyczyną jest brak merytorycznego przygotowania do tematu. Brak elementarnej lub pogłębionej wiedzy na temat poruszanego tematu, omawianego rozwiązania.
Szukanie wspólne rozwiązań jest możliwe, gdy partnerzy znają temat i dochodzą do wniosków: jednego, dwa; lub stanowisk możliwych dla wszystkich do przyjęcia. W grze są argumenty, dane empiryczne, wskaźniki.
Staranie się o zwycięstwo w dyskusji [tylko] - jest typowo prowincjonalne, na poziomie licealisty, lub studenta pierwszych lat studiów. Wtedy "zagięcie" kogoś w dyskusji bardzo imponuje młodemu sofiście [nazwijmy go "aktorem"].
Co do aktorstwa, które jest nieraz konieczne przy podkreśleniu istotnych rzeczy na wykładzie czy w dyskusji (jak kto lubi czy chce), to jako stary reżyser parateatralny mogę ci podpowiedzieć najprostsze sposoby na rozciągnięcie organizmu:
--najprostsza gimnastyka. A potem jakieś dowolne wygibasy [przygotowują do improwizacji].
--a potem ćwiczenie najprostszych elementów:
retoryczne zawieszenie głosu ["no, i co to za chwilę będzie? Wzór na Teorię Ostateczną!"]
albo: [tak? Tylko wam się zdawało, że będzie Rewolucja Naukowa. A to jest tylko2x2=4; ] i bach! pokazujesz ręką wyciągniętą na tablicę, np.. I tak dalej: wymyślasz co chcesz!
Aktorzy są jak naukowcy: wymyślają swoje sztuczki i sceny całymi dniami - a potem pracują nad tym jak je pokazać. Potem trzeba poćwiczyć, a potem jest się aktorem w tym teatrze!
/albo,np. ponieważ lubisz narty: to przedstaw temat tak jakbyś zjeżdżał po stoku: elementy ewolucji narciarskiej byłyby kolejnymi elementami wzoru, lub dowodu!/
-
pewne domyślne założenie
publicysta:
"Warsztaty oratorskie też. Niemniej skąd wziąć u nas oratorów? Tutaj najlepiej uczyć uczniów i studentów w szkołach z językami klasycznymi."Skoro konieczne są ("Tutaj najlepiej") języki klasyczne, stąd sugerowany jest pogląd, iż język własny jest niewystarczający.
Inaczej, gdyby we własnym języku można było oracje studiować, przygotowywać i przeprowadzać, to klasyczne języki byłyby niekonieczne.
Dwa razy powiedziałem to samo.
Oczywiście - link czyli ścieżka do antycznej skutki jest niezwykle pomocna, ale niekoniecznie musi zaistnieć teraz. Musi jedynie wtedy, gdy wcześniej jej nie było, lub link został zerwany...
Pytanie zatem, dlaczego dyskusji o oracji nie można prowadzić i ćwiczyć w "normalnym" języku polskim?
Czy w przemówieniach Obamy (pomijając już dziwną kwestię, czy on sam je napisał, czy inni mu napisal) jest choć ślad antycznego oratorstwa?
-
kasiarzu,
dzięki, będę pamiętać :)
Niedawno czytałem o jednym znanym profesorze z MIT, który faktycznie, aby zainteresować studentów (i mieć ich na swoim kursie), wyczyniał różne teatralne sztuki... ale jakie uzyskał wyniki, to nie napisały ;(
-
@publicysta
Piszesz o przygotowaniu do tematu, a ja zapytam - ilu profesorów wie, jak działa ludzki mózg? Jak przyswaja wiedzę? Jak działa 5-zmysłów, jak działa lewa i prawa półkula? Jak podawać wiedzę w taki sposób, aby studenci szybciej przyswajali? Ilu profesorów zaaplikowało sobie dodatnie sprzężenie zwrotne ćwicząc ustawicznie przed lustrem i słuchając swoich nagrań głosu, aby wiedzieć co w sobie poprawić?
-
@Tihy: sztuka oratorska możliwa jest i w polskim języku
Ja powiedziałem, że oratorstwo w naszym kręgu kulturowym związane jest z kulturą klasyczną - i łatwiej uczyć na Marku Aureliuszu niż na Lechu Wałęsie.
Ale to nie znaczy, że w języku polskim nie jest możlliwa sztuka oratorska. Jest - tylko trzeba ćwiczyć i mieć talent. Z pustego [łba] i leniwego umysłowo usposobienia się nie naleje.
-
@Józef K: wyniki może były dramatyczne..!
Studenci oczekują wykładu jasno podanego, i zrozumiałego. Gdyż umożliwia im poznanie odnośnej dyscypliny, przedmiotu wykładu i świata.
Jak jest ubrany wykładowca, czy stoi na rękach, etc - nie ma znaczenia.
Pół metra ode mnie leży "Zaginiony świat Feynmana" Goodsteinów, czytam:
"W mechanice Arystotelesa miejsce jest tam gdzie coś istnieje. Miejsce, w którym nic nie ma - próżnia - to paradoks, którego nie można sobie wyobrazić". Otóż moja konstrukcja intelektualna jest dokładnie odwrotna od Greka: ja rozumiem, że "miejsce" jest tam gdzie nic nie ma. Arystoteles widzi je tak, że miejsce jest wtedy gdy jest zajęte - a ja wtedy, gdy jest wolne, lub miejscem być może. Jest to problem filozoficzny - i ja nie mógłbym być fizykiem w szkole Arystotelesa, ani chyba każdej innej. Ja inaczej widzę świat i rzeczy.
Jest to przykład na jasne wytłumaczenie Df miejsca u Arystotelesa.
Natomiast Feynmana lubię szalenie: to był "czaruś" i prawdziwy kasiarz! Miał niesamowity zmysł do kombinatoryki i dla kawałów włamywał się do szaf pancernych kolegów w Los Alamos [chyba w Los Alamos!!]. Muszę koniecznie przeczytać jego "Przyjemność poznawania" - zwinęła mi jakaś osoba z przed nosa dosłownie w księgarni.
Kiedyś oglądałem doktorat Feynmana [w wersji elektronicznej] i byłem pełen podziwu: 32 strony A4, wzory pisane wiecznym piórem. Nie czytałem go gdyż przerastał moją znajomość angielskiego no i matematyki. Ale studiowałem kilka godzin każdy wersik , wzory, etc. robiąc notatki.
-
@KAP: tutaj się zgadzam
Studiowanie barwy, dźwięku własnego głosu, jego stylistyki - jest bardzo ważne. Ja bardzo daleko położone techniki - wymyślone przez siebie - i "oduczające" przyzwyczajeń językowych podałem w poście poświęconym etiudzie "kruk".
Piszę o tym, gdyż mam własne doświadczenie i oryginalny dorobek w tej sprawie. I dlatego jestem przekonany, że każdy człowiek występujący z wykładami, lub jako lektor, lub wygłaszający nawet prelekcję - powinien wcześniej:
-nagrać się na magnetofon
-spokojnie wysłuchać i wynotować wszystkie błędy językowo-stylistyczne
-usunąć je cierpliwie ucząc się nawet poprawnej wymowy i akcentu
-nagrać jeszcze raz
-i sprawdzić postępy w uczeniu i opanowaniu materiału dydaktycznego. Tak: dydaktycznego.
Jednocześnie jest to też szkoła samokontroli nad własnym językiem. A więc i własnym myśleniem.
-
@kuzynka.edyta, tihy, KAP: writing, poczucie pewności a wykłady
Tutaj chciałem wrócić na chwilę do dyskusji o uczeniu pisania - i o tym co robią w UK a o czym pisała kuzynka.edytka. Dwa najprostsze efekty tej edukacji i jakie wynikają z tekstu kuzynki.edytki to: ocena wzrokowa ilości tekstu oraz poczucie pewności.
(jak tutaj abstrahuję od rzeczywiście imponującego w UK programu dydaktycznego jakim jest pisanie esejów, a potem tekstów ukierunkowanych na wyraźnie sprecyzowany cel. Wynika z niego, że duży wpływ na programy nauczania mają pisarze brytyjscy i naukowcy. Gdyż, np. programy te korespondują z samym centrum europejskiej kultury - np. eseje!)
A teraz nawiązuję do swojego poprzedniego komentarza, do wpisu KAP-a: o konieczności ćwiczeń przed wykładami. Otóż takie ćwiczenia i ogląd swoich błędów językowych, akcentu i innych, a potem wyeliminowanie ich - daje poczucie pewności siebie!
A więc efekt zaobserwowany w UK przy realizacji programów nauki pisania, a o którym mówiła kuzynka.edytka.
-
@publicysta
Drogi Panie Publicysto,
Piękny tekst.
Szkoda, że ludzie o Pana wrażliwości są w mniejszości...Korzystając z okazji: zauważyłam w jednym z Pana wpisów, że zarzuciłam Panu niedzisiejszość i poczułam się trochę niezrozumiana. Chodziło mi o to, że ludzie są różni i że każde dzisiaj jest dzisiaj dla kogoś. W związku z tym ludzie młodzi mogą mieć na to dzisiaj inną perspektywę niż ludzie starsi i dlatego warto też ich wysłuchać. Nie chciałam Panu zarzucić niedzisiejszości, a raczej podkreślić sens wymiany zdań.
Pozdrawiam.
Magda Zena Sadurska
-
@MZS: dzięki za miłe słowa. Wy musicie zrozumieć nas:
A my Was. Ja bardzo cenię młodych ludzi, zwłaszcza młode kobiety - a dlaczego akurat młode kobiety będę pisał na blogu [opieram się na danych]. Część z mojego pokolenia straciła dużą część młodości przez stan wojenny. Potem nie drukowała na znak protestu przeciwko stanowi wojennemu. Straciliśmy całe lata, nawet dekady. Inni wyemigrowali, też stracili całe dekady. Jakoś tak się dziwnie składa, że jestem świeżo po lekturze bloga Tadeusza Korzeniewskiego, którego pamiętam ze studiów w Lublinie w latach 70-tych [ma tutaj bloga też na salonie] - mieszka w USA obecnie.
Ja dopiero teraz - do końca marca - opublikuję w necie wysoko oceniany wtedy tom poezji "Uśmiecha się do czarnej alei" napisany pod koniec lat 70-tych w Lublinie. Nie było kiedy z powodów wymienionych. Myślę, że część z nas nadal czuje się młoda jako ludzie piszący czy uprawiający inne dziedziny sztuki. Nadal jest obecny w nas duch eksperymentu, ciągłego odkrywania i poszukiwań.
Dlatego ja przeszedłem natychmiast raczej do zapoznania się z Pani twórczością i Pani próbami - niż do bezpłodnej wymiany zdań. Uwagi już Pani przedstawiłem: ilość realizowanych projektów nie ma znaczenia dla jakości - ale czas ich realizacji ma. Można się po prostu nie wyrobić. Rzeczy, które Pani robi są bardzo sympatyczne (zwłaszcza poduszka:) - jadę znów którąś noc bez snu, pisząc różne teksty. Jest cichutko, spokojnie, mogę się skupić). Jak będę w lecie w Warszawie, a będę miał czas - a Pani będzie robić swoje rzeczy w tych terminach, to je oczywiście pooglądam.
Do końca marca opublikuję też tomy poezji napisane od 2005-2008 na blogach specjalnie założonych do tych publikacji. Plan publikacji oraz kilka słów wyjaśnień dlaczego nastąpiło opóźnienie, oraz chyba 10 wierszy z najnowszych tomów znajdzie Pani pod adresem:
http://andrzej-warsztat.blogspot.com/
Na innym zacząłem wpisywać swój tom z lat 2005-2006 "Pieśni i tańce". Jak go ukończę dam Pani adres (jest zresztą - "Caligrafia" - w moim profilu na "Warsztacie"). Na "Warsztacie" będą moje aktualne rzeczy: nad czym pracuję, jaka robota, jakie trudności, etc. Czysto techniczny: teksty, metoda, trudności.
Proszę wybaczyć, że tak trochę długo: ale powinna Pani wiedzieć gdzie publikuję. Ja Pani projekty przejrzałem, sens wymiany zdań - to też pokazanie co się robi.
Pozdrawiam Panią: cieszę się, że mój tekst podobał się Pani. Pani wiersz o mężczyznach już czytałem do południa [chyba] - jest dedykowany komuś, więc postanowiłem nie komentować. W niektórych wcześniejszych wierszach ma Pani ten "ząb", który gdy się nad nim popracuje może dać efekty. :)
-
To bardziej skomplikowane
Sztuka oratorska, sztuka przekazu, przekonywania - dobra tylko wtedy, gdy przekaz, myśl, zasada - godna i prawdziwa, pożyteczna lub funkcjonalna.
Gdy służy zakryciu nicości, ignorancji, gdy przykrywa niecne intencje - wtedy raczej obnażac niż popierać.
No, to skrajności, pośrednie stadia na ogół trudno rozeznać. Obama, w swym wspaniałym przemówieniu (raczej - fragmencie) o lobbystach przekonał wyborców. Po czym, gdy tylko cel osiągnął, natychmiast te głoszone zasady złamał, uczynił wyjatek dla swoich potrzeb.
Zatem, nie ekscytujmy się oratorami, doceniajmy ich sztukę, ale też obserwujmy ich zawsze uważnie. Bo na końcu, liczą się rzeczy zrobione, nie powiedziane.
Także na poziomie łagodniejszym - wykłady, nauczanie. Fakt, powinno być na poziomie, może nawet zajmującym artystycznie. Ale pierwsza rzecz - trzeba mieć co przekazać, trzeba być w tym biegłym.
Moje najlepsze wykłady, których byłem słuchaczem, to nie były te wytrenowane i ćwiczone bez lustrem. Faktycznie, gdy trzeba ćwiczyć przed lustrem, stosowac triki i sztuczki - świadczy to ujemnie o jakości tematu lub wykładowcy. Najlepsze - to były te fatalne, ale prawdziwe. O tym się słuchacz dowiaduje czasem po latach, bo w trakcie - rzecz jasna, medialność jest pierwszą rzeczą odbieraną.
Ale tak naprawdę - medialność i atrakcja aktorska jest iluzją, więcej - oszustwem.
-
@Tihy: treść nie forma
Sens edukacji, więc i wykładu, nie polega wyłącznie na formie - trzeba coś umieć. Nauki i porządnego wykładu nie zastąpi przecież sztuka aktorska. Miejsce dla niej jest w szkołach czy studiach tearalnych i aktorskich. Lub poza instytucjonalnym kształceniem aktorów [awangarda, teatry studenckie, parateatr, i inne formy].
Ja mówiłem o tym, że do rozporządzanego zasobu wiedzy [oczywiście biegłości, czy nawet wytrawnej biegłości] - dobrze byłoby dodać niektóre elementy podkreślające wagę tez naukowych, może trochę dowcipu, i wyeliminować jednocześnie wady językowe, których bez odsłuchania na taśmie czy kasecie nie usunie się.
Jako przykład mogę podać profesora X., znanego z publikacji książkowych i publicystyki prasowej, który podczas audycji telewizyjnej ciągle wtrącał w tok swojego wywodu słówko "Z". Było mi bardzo głupio, gdyż cenię sobie jego tezy. Podkreślał wagę swojej wypowiedzi CIĄGLE TYLKO JEDNYM słówkiem WYPOWIADANYM CO 15-20 sekund. Aż brzmiało to głupio, a nawet kiczowato.
Co kraj [czy katedra naukowa, czy zakład, czy inne forum] to obyczaj.
-
@publicysta
"Jak każda wie istota,
że Paryż słynie z mód.
Polesie słynie z błota,
a Ciechocinek z wód.
Wenecja ma gondolę.
Warszawa słynie... z ciast.
Zgadnijcie, które wolę z tych najpiękniejscych miast!To: Lublin!
Kochany Lublin!
Z fabryką FSC.
To Lublin!
Kochany Lublin!
Każda istota o tym wie!
To Lublin !
Kochany Lublin!
Bez błota i bez ciast!
To Lublin - kochany Lublin!
To najpiękniejsze ze wszystkich miast!"zna Pan to?
Teksty czytałam, ale nie jest to dla mnie pora na ich komentowanie...
Pozdrawiam.
MZ
P.S. Cztery lata nosiłam aparat ortodontyczny, więc mam na dzieję, że z zębami już wszystko ok;)
-
masz rację, publicysto
ja trochę (bardzo?) przesadziłem.
No, to zgódźmy się na kompromis, na owcę całą, i na wilka sytego:
I treść jest ważna, i forma. Balans jest ważny, ot co. I odpowiednia domieszka każdego składnika - są wszak inne, poza tymi dwoma. Na przykład, cel i adresat.
Masz wykłady mające na celu pokazanie czegoś. Komu? Laikom, w miarę wyedukowanym w danej materii, bardzo wyedukowanym, specjalistom, równym tobie, lepszym od ciebie?
Masz wykłady inspirujące.
Masz wykłady robocze.
Aha, jeszcze tzw. medialne, nie wiadomo dla kogo i po co, tyle, że za nie płacą.
I hybrydy wyżej wymienionych...
Każdy genre, każdy rodzaj wymaga innego podejścia, różnych technik, odmiennego stylu.
Tak więc, rozbieżności nie ma, bo - niewykluczone - mówiąc, że powinno być tak lub siak, określony rodzaj i gatunek ma się na myśli, podczas gdy rozmówca - całkiem inny.
-
MZena: Lublin -świetne!
Prawdę mówiąc nie kojarzę tej piosenki, niemniej tekst świetny. Dzięki za szczyptę lubelskiego humoru.
Zdaje się, że Pani też coś robiła w Lublinie?
A do dentysty to ja muszę się wybrać w przyszłym tygodniu: "oj, będzie się działo!":)
Pozdrawiam Magdę Z.
-
@Tihy: całkowita zgoda - czyli balansujemy
Nasze zdania się nie różniły, tylko były inne akcenty. Środki muszą być dostosowane do tematu, audytorium i celu wykładu. Przygotowany nauczyciel dydaktyk [profesor, wykładowca] da sobie radę w każdej sytuacji.
A niektóre tematy uniwersyteckie [czy na poziomie wyższym] jeśli nie ich znakomita większość, są nudne z definicji do kwadratu - i tutaj nic się nie wymyśli. Trzeba zakuć - orka na ugorze [dobrze, że mam to za sobą!].
Pozdro:)
-
oszczędzam oczy, nie czytam komentarzy
mam dużo spraw do pana dzisiaj!
po pierwsze: chciałam wypowiedzieć własne wrażenia dotyczące prezydenta nowego, czterdziestego czwartego, stanów zjednoczonych ametyki! inauguracja piękna, wzruszająca. ta kokarda pani franklin. przemowy, przysięgi, koncerty. tylko strój michelle mi się nie podobał. i reportaż na jej temat w sobotnich "wysokich obcasach"
po drugie: piękne postulaty i uwagi dotyczące polskiej kultury. zupełnie się zgadzam, co do pytania: po co (za pieniądze podatników!!!) na obchody wyprowadzenia socjalizmu z POLSKI zaprasza się gwiazdy popkultury ze świata? mało mamy własnych osiągnięć? pięknych osiągnięć?!
a po trzecie (tak w pośpiechu piszę, bo mama mnie wygania sprzed komputera), zmieniając zupełnie temat, co pan sądzi o krystynie jandzie? może by pan skrobnął jakiś artykulik o niej? jakąś noteczkę? bardzo proszę!
i pozdrawiam na koniec
-
@rudowłosa: Oczy-dobry początek!
Oszczędzaj oczy - jes. Ja też zmieniam styl życia - od jutra mniej więcej od 18,oo przerwa od kompa. Mój komentarz jest trochę przydługi: czytaj Rudowłosa na raty:)
Ad Obama: chroniczny brak czasu nie pozwala mi nadal dać tekstu o jego przemówieniach. Fanem Arethy Franklin jestem od 40 lat, Yo Yo Ma słuchałem na You Yube; skrzypce klasyczne uwielbiam - również naszego Kulkę, a i I kocert skrzypcowy ,a i dwa koncerty skrzypcowe Szymanowskiego znałem na pamięć. SAMI ZNAJOMI!!
Michell - jak w dyplomacji musi być, musiała mieć coś w rodzaju kostiumu, podobnie p. Biden.
Ad koncert: jak widzę "sztama". chyba jak wszyscy, którzy nie gapią się jak sroka w kość w telewizyjne dno. Z polskich artystów - nie celebbitches - złożyłby niejeden koncert! I po co zapraszać ramoli z całego świata? Za nasze pieniądze - dotujemy naszych artystów. A nie jak po 1989 roku, że zapomniano o Niemenie, Demarczyk i wielu innych. Skandaliczne.
Ad K. Janda : czy mam przeznaczać piksele na Jandę? Po "Apocalypsis cum fuguris" Grotowskiego raczej nie mam zamiaru oglądać polskiego teatru, a zwłaszcza po parateatrze [będę pisał o parateatrze dalej, za niedługo]. A po drugie K. Janda zajęła się promocją rzeczy nie-teatralnych. Po trzecie: nie chodzę do teatru, nie śledzę tego co robi K. Janda - więc nie piszę, gdyż nie chcę być niesprawiedliwy.
Chcę napisać za niedługo o technice aktorskiej Jeana Louis Barrault, Stanisława Ścierskiego, Ryszarda Cieślaka, Elizabeth Albahaca. Trochę o metodzie parateatralnej i stażach prowadzonych przez Renę Mirecką i Zbigniewa Cynkutisa. Oraz o swoim rozumieniu parateatru. O swoich spektaklach z zespołem "warsztatu" lubelskiego i wielogodzinnych akcjach parateatralnych.
Inaczej: 34 lata temu usytuowałem się poza teatrem, w parateatrze. I trudno mi coś powiedzieć o sztuce czy metodzie aktorskiej z przed prawie 40 lat. O żelaznej kurtynie, budce suflera, kostiumach z atłasu, przyklejanych brodach i scenografii z dykty. Nie za bardzo też wiem po co te kwestie...Myślę, że gdybym poszedł do teatru tego typu - dusiłbym się.
Krystyna Janda zaczynała od filmu: ten wymaga sztucznej i celowo przerysowanej gry, żeby każdy ruch złapała kamera.
Gdzieś teatr może jest [w sensie klasycznej szkoły gry aktorskiej] ale trzeba byłoby pojechać do Paryża, Londynu, może gdzieś indziej...Ale nic mnie ten typ teatru nie nauczy. Weług mojej aktualnej wiedzy - skończył się prawie 100 lat temu.
Pozdrawiam:)
-
...
dałam radę za jednym razem :)
ale jestem niepocieszona.
-
@Rudowłosa: powinnaś założyć szkołę szybkiego czytania:)
O K. Jandzie mógłbym napisać "coś" gdybym ją widział np. w tym tygodniu w jakimś spektaklu. "Coś więcej" gdybym ją widział w kilku spektaklach.
Ja nie należę do kręgu odbiorców teatru współczesnego pokazującego klasyczną grę aktorską.
Ale będę o tobie Rudowłosa pamiętał opisując bardzo piękną scenę podczas Uniwersytetu Poszukiwań Teatru Narodów w 1975 we Wrocławiu z udziałem aktorki I zespołu Instytutu Aktora -Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego: Elizabeth Albahaca. Uniwersytet ten był pierwszą w skali świata tak dużą [brało w nim udział ponad 300 osób] demonstracją metody parateatralnej zespołu Grotowskiego.
Będę tę scenę opisywał bardzo wiernie, ze szczegółami - zobaczysz wtedy różnicę między klasyczną szkołą aktorstwa [gra aktorska, scenariusz] a metodą parateatru [nie ma gry aktorskiej, nie ma scenariusza].
Mam nadzieję, że Ci się spodoba. W razie czego: puść mi sygnał na moim blogu: "publicysto - czas zacząć post o Eizabeth Albahaca". Takie mam życie, że limituje mnie czasem: muszę o 18,oo wziąć udział służbowo w konferencji nt. X. Gdyby nie to - wpisałbym teraz od ręki. Ciekawe: ja pamiętam całą tę scenę po tylu latach...?!
Pozdrowienia:)
-
paparapa
najpierw muszę poczytać jeszcze raz to, co już pan o parateatrze napisał. niebawem się upomnę o jeszcze, jeszcze, jeszcze :)
jest szansa na otrzymanie pańskiego mejla?
-
aaa!
i zanim założę szkołę szybkiego czytania, sama taki kurs powinnam skończyć :)
póki co czytam ksiażkę pt. "bibliografia i biblioteka w pracy polonisty" jadwigi czachowskiej. niezwykle interesujące :)
-
@rudowłosa: mejl
andrzej.a66@gmail.com
Był w profilu na starym salonie. Dzięki, że spytałaś o mejla: jutro go znów dam w profil. Powinien być: gdyby ktoś chciał spytac o coś - co niewygodnie pytać na blogu. To oczywiste:)
-
@rudowłosa: bibliografia - tak trzymać
Bibliografia to podstawa naukowej roboty. Bez bibliografii tematu X - nie masz przeglądu tematu X. I mówisz od rzeczy w temacie X - czyli wtedy o Y:)
-
@publicysta
Przepraszam, ze wtracam się w rozmowę, ale mały, niezrozumiały dla mnie drobiazg wypatrzyłam:
> Krystyna Janda zaczynała od filmu: ten wymaga sztucznej i celowo przerysowanej gry, żeby każdy ruch złapała kamera.
Czy te słowa dotyczą gry K. Jandy, czy generalnie filmu?
Jeśli K. Jandy, to OK. Jej grę rzeczywiscie cechuje nadmiar ekspresji. Zawsze te same 'Jandowe' gesty, które w przypadku ról kobiet współczesnych może nie rażą, ale w rolach kostumowych tak. Pamiętam na przykład K.Jandę z filmu o Helenie Modrzejewskiej. Dla mnie była zupełnie niewiarygodna w tej roli; trudno sobie wyobrazić, by kobiety w XIX wieku, kiedy najbardziej w ceniono w nich łagodność i dobre maniery, tak energicznie gestykulowały i wciąż potrząsały głową.
Jest to oczywiście moja subiektywna ocena, jedynie na podstawie obejrzanych filmów, nigdy pani Jandy w na scenie nie ogladałam.
Jeśli Twoje słowa Publicysto dotyczyły ogólnie sztuki filmowej, to nie bardzo mogę się z nimi zgodzić. To teatr wymaga przerysowanej gry, tak by widzom siedzącym na końcu widowni nie umknęło zbyt wiele z tego, co się dzieje na scenie. Film operuje zbliżeniami wiec gra aktorow może być (i jest) subtelniejsza. Gdy oglada się stare nieme i pierwsze dźwiękowe filmy, gra aktorow często śmieszy, bowiem jest przerysowana, jej styl zostal przeniesiony prosto ze sceny teatralnej. Dopiero z czasem się to zmieniło dzięki kilku dobrym reżyserom.
Pozdrawiam :)
-
kuzynko.edytko: i jedno i drugie. I o czerwonych kozakach
jedno : i Krystyna Janda gra zbyt ekspresyjnie jak na mój gust. I twój też jak się okazuje. Gdyby miała grać żółwia - też byłaby ekspresyjna. Nikogo nie obrażając - ma taki nerw artystyczny. Dlatego w jej wykonaniu podobała mi się tylko piosenka Grechuty "Guma do żucia" - tam jej ekspresja zdała egzamin, była potrzebna.
drugie : widziałem jak kręci się fillmy: aktorzy celowo muszą przerysowywać ruchy gdyż inaczej "nie odbiera ruchu kamera". I dopiero ruch przerysowany - wygląda na ekranie jako normalny. Taka mechanika kamery. Może teraz mają doskonalszy sprzęt, ale wątpię. Sam byłem tym zaskoczony: jakby nawet podkreślali każdą fazę ruchu gry aktorskiej ale w miarę płynnie.
I dalej: każdy aktor, który ma tylko jeden środek wyrazu opanowany, inaczej: jeden sposób gry, lub dwa - zawsze będzie słaby.
I a propos: kiedyś oglądałem wręczanie polskiej ważnej jakiejś nagrody (w telewizji) dla bardzo dobrego aktora z Royal Sheakspeare Company z Londynu. Tacy ludzie mają przeważnie czerwono-bordowe kozaki. [na marginesie: Jerzy Grotowski w 1975 we Wrocławiu przyjmując słynnego J.L. Barrault z paryskiego Odeonu i tłumacząc jego wykład w Teatrze Polskim - też miał takie kozaki: rozumiesz o co idzie...]
Przy wręczaniu nagrody towarzyszyła mu - jako reprezentant polskiego aktorstwa znana G.S. - i nagle w którejś chwili mówi do aktora z Kompanii Szekspira: "Więc może na scenie zatańczymy?"...Myślałem, że ze wstydu wpadnę pod stół!! Pani polska aktorka G.S. nie ma pojęcia o tym: co to są aktorzy! Nie poznała Aktora z Kompanii - nie wiedziała co to są czerwono-bordowe buty.
To jakbyś Ty zobaczyła faceta ze słuchawkami lekarskimi na torsie - i powiedziała do niego: panie kominiarzu:)
-
co z tym czerwonymi kozakami?
Zgaduję, że to jakiś symbol, jakaś legia honorowa, że zatanćzyć w nich to jak zbeszcześcić coś ... ale co, i co dokładnie?
Co do przerysowanej gry aktorskiej - wydaje m się, że to nie atrybut filmu, ale atrybut aktualnie panującej maniery, może szkoły - zarówno aktorskiej jak i reżyserskiej. Może też - pokolenia (ale te znowu wynika ze "szkoły").
Popatrzmy np. na ekranizacje klasyki - np. "Pan Tadeusz" (jedni aktorzy przerysowani bardziej, inni mniej, i też wielu - inaczej). Albo nawet - z drugiej półki - "Czterech pancernych"....
Przerysowaniw w stronę zwyczajności i potoczności - z racji "skrócenia", reżyser czy aktor wybiera "typowe atrybuty" danej potoczności, innych zaniecha. W danym momencie tego się nie czuje, tego przykrajania, ale po latach - silne poczucie anachronizmu.
A propos, Apocalipsis obejrzałem, nie z własnej woli, tylko będąc zapędzonym na przedstawienie z klasą, to znacznie z klasą z ogólniaka, nic nie mówię o klasie przedstawienia, bo tego zwyczajnie nie pamiętam, prócz fragmentów. Zwłaszcza tę scenę kopulacji bochenka chleba - "more lurid than lucid"....
No więc - co z tymi czerwonymi butami?
-
gra na scenie, gra pzred kamerą
Czy mogę pozostac przy swoim zdaniu? :)
Jest nawet takie znane powiedzenie, które doskonale oddaję różnicę:
On stage, act with your body; on film, act with your eyes.
A czerwone kozaki? Niestety, nigdy o nich nie słyszałam.
Ale Jeremy Irons (bo to chyba jego zapraszała do tańca pani G.S?) powiedział kiedyś:
I don't think it's a bad thing, but I've always had a very strong sense of self. And whenever I'm in a situation where I'm wearing the same as 600 other people and doing the same thing as 600 other people, looking back, I always found ways to make myself different, whether it be having a red lining inside of my jacket, having red shoes, it hasn't changed. (żródło: internet :))
Pozdrawiam
-
@Tihy: czerwone kozaki: tłumaczę przez analogię
Kompania Szekspirowska:
Popatrz co noszą lub jakim językiem posługują się najlepsi profesjonaliści w Twoim zawodzie - zawodowcy z extraklasy. Będziesz rozumiał te kozaki !:
[takiemu facetowi NIE WYPADA NA SCENIE tańczyć walca...]
[gdyż JEGO POKAZYWANA NA SCENIE SZTUKA OD RAZU UCZY]
[jest to język zawodu]
[a walc to nie specjalność Szekspirowskiej Kompanii !].
Teatr Laboratorium:
Co do bochenka chleba: obiecałem kiedyś na blogu Nedy, że dokładnie przeanalizuję tę scenę: Stanisława Ścierskiego /Jan/ i Reny Mireckiej /lub Elizabeth Albahaca - Maria Magdalena/.
Rozpoczyna ona "Apocalypsis cum figuris": rozpoczyna z punktu, ostro, i najwyższych obrotach - taka jest polska jazda zespołu Teatru Laboratorium: i jadą bez przerwy do końca.
Ówcześnie najlepszego awangardowego teatru świata.
A to były moje ich określenia:)
Cieszę się, że przypomniałeś mi pierwszą scenę "Apocalipsys" - pisania o Uniwersytecie Teatru Narodów jest masę i o Teatrze Laboratorium. Ja już bym napisał - ale z pamięcie wypadły mi kwestie Jana. Są w książce M. Dziewulskiej , lub Dzieduszyckiej: "AcF. Opisanie spektaklu". A ja jej nie mam; kiedyś kwestię Jana znałem na pamięć...
Masę pisania i potrzeba cięcia, selekcji materiału. Zacznę zdania o Laboratorium Grotowskiego - od opisu "Apocalipsis" i od tej sceny. Ale dlaczego od niej - tajemnica...
Na blogu Nedy dałem 6 interpretacji sceny katowania Jana przez Ciemnego - może je tutaj wkleję, będą w jednym miejscu.
Rok 2009 jest rokiem Grotowskiego ogłoszonym przez UNESCO - więc napisałem w swoim drugim poście, że o Grotowskim i jego Teatrze będę pisał cały rok 2009. Salon już jakoś działa...za kilka dni chyba czas zacząć...
-
kuzynka.edyta: zawsze przy swoim zdaniu:), i Tihy:
Na tym polega rozmowa, że mamy różne myśli - gdybyśmy mieli te same to by nas nie było. Albo byłby jeden jakiś "któś":)
Ja przywiązuję wielką wagę do techniki - taką przeszedłem szkołę na stażach parateatralnych w Teatrze Laboratorium (pod kierunkiem Reny Mireckiej i Zbigniewa Cynkutisa). Potem rozwinąłem sam własne metody. Sama technika nie robi sztuki, co oczywiste - ale po używanej technice poznaję, kto jest kto, i co potrafi, co kamufluje, czym nadrabia, etc.
Jak eliminuje się manierę, własną, i swój zlepek zachowań nieużytecznych w parateatrze - podałem w poście "Etiuda kruk jako demonstracja metody parateatralnej". Jest to kwestia pracy i pracy.
/ja nie mogę nosić czerwono-bordowych kozaków; ani prawej dłoni położyć na sercu jak nakazuje inna tradycja teatralna [m.in. też Jerzy Grotowski...]. Ale też bym nie zatańczył: człowiek na "bosaka" nie może tańczyć walca/
-
a ja ni w ząb
dalej tych czerwonych butów nie rozumiem.
Ani analogii też.
Jeżeli ma to być analogia do prominentnych przedsatwicieli mojego zawodu - to tym bardziej, nie rozumiem. W moim zawodzie ubiór (cokolwiek się nosi) w żaden sposób nie wyróżnia. A jeżeli, to pardoksalnie - in minus (im kto prominentniejszy, tym bardziej wyświechtane spodnie i obwiślejsza marynarka czy sweter, tym częsciej biała koszula zastępowana przez T-shirt). Ów lauret medalu Fieldsa z "Good Will Hunting" ( Buntownik z wyboru ), noszący dziwaczny szalik do ziemi - to jakiś wymysł reżysera/kostiumologa.
Co do serii nt Grotowskiego, to można prosić o choć jeden wpis napisany w miarę popularnie, coś jak tzk lub ark o fizyce, dla takich ściślaków jak ja?
-
:)
Cieszę sie Publicysto, że nie poczuleś się urażony moim uporem, mimo że Ty masz doświadczenie w rzeczonym temacie, a ja nie. Czasami jestem nieprzekonywalna.
Dobrej nocy
-
@Tihy: będzie popularnie jak sobie życzysz, nawet dwa:)
"im kto prominentniejszy, tym bardziej wyświechtane spodnie i obwiślejsza marynarka czy sweter" -
i to jest ten plus, o który mi idzie...
to nie jest minus:)
Na zdjęciach z Davos z tamtego roku pokazywano, że rektor Oxfordu był w butach turystycznych...
-
@Też: dobranoc edytko:
Bardzo dobrze, że Cię nie przekonałem:)
Piszę w lubczasopismach
-
19.04.2012 23:12
-
19.04.2012 23:12
-
17.04.2012 04:26
-
10.04.2012 19:13
Ostatnie notki
-
16 Wiosna Poezji: "Poetry&Paratheatre" patron medialny !!
Przemyśl – zabytkowy Rynek. Zdjęcie: Piotr Nowak, za: Wikimedia Commons ...
17.04.2012 04:23 22 -
XVI Przemyska Wiosna Poetycka 31.5-1.6: program, uczestnicy
Z prawdziwą przyjemnością informuję, że Instytut Książki w Krakowie przyznał w tym roku z puli...
10.04.2012 18:50 11 -
"Nie bądź świnią": wiersz artystyczno-rewolucyjno-strajkowy
Nie bądź świnią Po prostu nie bądź świnią to takie proste Jest piątek wieczór pierwsze gwiazdy na...
05.04.2012 19:49 29
Moje ostatnie komentarze
-
Bardzo dobre. Bardzo poetyckie.
24.05.2012 13:50
-
Pan chyba nie czyta danych i mediów: 1/ kilka dni temu kto doręczył list do Partii...
22.05.2012 16:24
-
Ostatni wynik Wałęsy: 0,71% w wyborach. Przypominma, że zgodnie ze statutem I...
22.05.2012 14:28
-
@Czerwona: nie tak prędko:) Po drodze byłem jeszcze internowany 13 grudnia 1981 roku.
Papiery z IPN mam w porządku. Obecnie w moim mieście - i nie tylko w moim, jak Polska długa...
22.05.2012 14:20
-
"Solidarność" nie powinna dbać o interesy partii politycznej "PiS". A oto powody:
1/ PiS bierze pieniądze na utrzymanie partii z naszych podatków, posłowie PiS na utrzymanie...
22.05.2012 12:54
Najpopularniejsze notki
-
"Nie bądź świnią": wiersz artystyczno-rewolucyjno-strajkowy
komentarze: 29
-
Joker ćwiczy Fiki'ego: "Między ustami a brzegiem pucharu"
komentarze: 24
-
16 Wiosna Poezji: "Poetry&Paratheatre" patron medialny !!
komentarze: 22
-
XVI Przemyska Wiosna Poetycka 31.5-1.6: program, uczestnicy
komentarze: 11
-
2012 kalendarz Festiwali: poezja, teatr, muzyka poważna
komentarze: 8
Aktywne dyskusje
-
16 Wiosna Poezji: "Poetry&Paratheatre" patron medialny !!
komentarze: 22ostatnio: PUBLICYSTA
-
XVI Przemyska Wiosna Poetycka 31.5-1.6: program, uczestnicy
komentarze: 11ostatnio: PUBLICYSTA
-
"Nie bądź świnią": wiersz artystyczno-rewolucyjno-strajkowy
komentarze: 29ostatnio: PUBLICYSTA
-
"Poetry&Paratheatre", lubczasopismo: logo
komentarze: 7ostatnio: ZHONGGUO
-
News: idzie bieda stop strajk szkolny stop Złe psy motocykl
komentarze: 5ostatnio: PUBLICYSTA
Archiwum postów
| « | Maj 2012 | |||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- Aludar 11 27
- bufon 328 8612
- Eine 558 16951
- epik 0 816
- Ewa Szumilewicz 66 2118
- hildegarda 66 1680
- Józef K 171 3521
- KAP1 125 3436
- Karolina Króliczek 309 252
- Lemoniadowy 99 7476
- maciejlowicz 41 13
- Marek Błaszkowski 101 3241
- Mariasz 70 1371
- Mimochodem VII 86 4260
- newdem 184 3590
- niktt 206 943
- nocnik 1 4815
- Pako Mega Cox 60 404
- Piotr Dwojacki 122 1137
- ShuraRU 0 849
- Stanisław Heller 83 2787
- tichy 206 11602
- Tomasz Siemieński 292 772
- weronka 594 7763
- wiedźma Margo 102 5026
- wyhaczacz 1 385
- Zebe 1192 10728
- zhongguo 102 500
Polecam strony
- Miasto
- Świat
- Robota
- Filiżanka kawy
- Filiżanka herbaty
- Muzyka
- Nauczyciel
- Szkoła
- Fotograf
- Biblioteka 1
- Biblioteka 2
- Biblioteka 3
- Ptako-teka
- Czytanki
- Zakład Historii Sztuki
- Galeria
- Malarz
- Gdzie studiować?
- Liceum dla Pracujących
- Humanizm i społeczeństwo
- Ekonomia Społeczeństwo
- Czytelnia linków
- Alternatywni
- Instytut Nowoczesnej Ekologii
- Jogin
- Gimnastyka



Nie zaprzeczam oczywistemu faktowi, że tak było.
Myślę jednak, że inauguracja następnego 20-lecia powinna odbyć się raczej w inncyh klimatach. Doda miała już swoje 5 minut - zaśpiewała co wiedziała komu i po coś.
Teraz wypadałoby pokazać polską Arethę Franklin, polskiego Yo Yo Ma i polską Elizabeth Alexander. Czas już najwyższy.